sobota, 26 września 2009

Live Piłka nożna

Wyniki na żywo wszystkich meczów piłkarskich ligowych jak i międzypaństwowych, wszystkich pilkarskich federacji.

Sportowe wyjazdy

Ale incentive, to nie tylko emocje sportowe. Mogą one przyjąć niemal dowolny charakter - sens w tym, żeby pozwalały osiągnać zamierzone cele.
Owym celem może być (i najczęściej jest) po prostu integracja, czyli to co w codzienności pracy biurowej nie daje się zrealizować. Wspólny wyjazd - czy to w celu oglądania rywalizacji sportowych, czy też wspólnego go uprawiania na pewno poprawi stopień integracji między pracownikami.

Weekend na torze F1 - czyli o incentive travel


Autorem artykułu jest Kapsel




Największą motywacja dla pracownikó w firmie są oczywiście pieniądze. Jednakże poza sferą finansową można im zaproponować coś więcej, np. wyjazd integracyjny - zorientowany na rekreację, ale działający na wyorbaźnię i zespajający grupę. Pomyśl, jak zaregują pracownicy gdy zaproponujesz im wspólne kibicowanie Kubicy na torze F1? To właśnie jest incentive!
Pomyśl jak wspaniale byłoby spędzić choćby weekend w innym kraju, kibicując ulubionej drużynie piłkarskiej. Bez żmudnego załatwiania rezerwacji hotelowej i wyczekiwania w kolejce za biletami. W dodatku obok Ciebie na trybunie zasiądą koledzy z pracy i wszyscy zapomnicie o sztywnej firmowej etykiecie głośno kibicując swojej drużynie. To możliwe - tak właśnie wygląda incentive, czyli imprezy integracyjne dla firm.

Chodzi o to, żeby o nic się nie martwić i zostawić wszelkie stresy i obsługę techniczną wyjazdu zewnętrznej firmie, która będzie mieć w tym temacie doświadczenie i kontakty. W końcu ma to być wyjazd integracyjny, a nie kolejne przedsięwzięcie wymagające wcześniej załatwienia tysiąca spraw. Jedyne o czym będziecie musieli zdecydować, to charakter i cel Waszego wyjazdu. To może stanowić pewną trudność, gdyż np. jeden pracownik może uwielbiać piłkę nożną i interesować go będą raczej wyjazdy na mecze ukochanej reprezentacji, podczas gdy inni woleliby np. oglądać tenis. Jednakże mamy w Polsce dość popularną tradycję lubienia sportów, w których nasi rodacy odnoszą sukcesy... stąd od razu nasuwa się myśl o Robercie Kubicy! Wyjazdy na F1 wbrew pozorom nie są ekstremalnie drogim pomysłem, a przy tym - dzięki sukcesom naszego rodaka - dostarczą ogromnych emocji i pogodzą gusta wybrednych pracowników.

Ale incentive, to nie tylko emocje sportowe. Mogą one przyjąć niemal dowolny charakter - sens w tym, żeby pozwalały osiągnać zamierzone cele.
Owym celem może być (i najczęściej jest) po prostu integracja, czyli to co w codzienności pracy biurowej nie daje się zrealizować. Wspólny wyjazd - czy to w celu oglądania rywalizacji sportowych, czy też wspólnego go uprawiania na pewno poprawi stopień integracji między pracownikami.
Alternatywnie wyjazd taki może też mieć cel motywacyjny - realizowany np. przez odpowiednio przygotowane szkolenia (ale z tymi trzeba uważać, żeby nie przesadzić!), czy też zupełnie odwrotnie czysto zabawowy - gdy wybierzecie się np. do Węgier na wspólną degustację win.
Właściwie nic nie stoi na przeszkodzie by te elementy łączyć! Dłuższy wyjazd można zaplanować tak, by zawierał zarówno element wzbudzający realne pragnienie uczestniczenia w nim (czyli np. opisywany wcześniej bilet na zawody F1), później zaś część edukacyjna ze szkoleniem w jakimś konkretnym zakresie, by wieczorem zrelaksować się razem degustując lokalne trunki.
Zapewniam, że po tak przygotowanym, pełnym emocji wyjeździe, pracownicy będą zachwyceni i zacieśni sie współpraca między nimi i lojalność wobec firmy - tak ważna na obecnym rynku pracy.

Rozważ więc zorganizowanie wyjazdu typu "incentive travel" zamiast oferować pracownikom kolejną mikropodwyżkę, którą sporej części pożą podatki...
---

Olimpijskie Biuro Podróży

środa, 16 września 2009

Trener

Ja mógłbym ich potrenować do Euro 2012
i wcale nie trzeba być specjalistą żeby przez trzy lata grać sparingi.
Już można by zaklepać odpowiednie drużyny do sparingów.
Zagrałbym, ze trzy mecze na początek z San Marino żeby chłopaki znowu nabrali pewności siebie a potem podniósłbym im poprzeczkę i ze dwa mecze z Maltą.
Gdyby udało się zremisować to znowu poprzeczka do góry i jakieś zgrupowanko w Szwajcarii i kilka meczyków z klubowymi drużynami ze środka tabeli,
żeby chłopcy utrwalili warsztat piłkarski.
Gdyby wyniki były zachęcające to znowu poprzeczka w górę i wyjazd na turne do Indonezji i kilka meczyków z szybkimi i zwinnymi Indonezyjczykami boso na plaży, ja oczywiście robię wstępną selekcję z drinkiem z parasolką pod parasolem z liści palmy a nasi chłopcy biegają za Indonezyjczykami po plaży i dzielnie walczą o miejsce w reprezentacji, a gdyby udało im się jakiś meczyk wygrać to w nagrodę zabrałbym ich do pobliskiej Tajlandii gdzie od roku już przebywa PZPN na odnowę biologiczną, czyli masaż tajski.
Tam nasze orły wraz z Prezesem Lato i naszymi szacownymi byłymi trenerami mogli by przez następny rok się relaksować i przy okazji nasiąkać nie tylko olejkami kapiącymi ze zwinnych rączek Tajek a także cennymi wskazówkami warsztatu trenerskiego naszych byłych szkoleniowców, czyli Janasa, Engela, Piechniczka, Stejlała, no i Skorży, który, mimo iż młody to już wie, na czym, trenerka polega i potrafił bez awansu do ligi mistrzów już czwarty rok wytrwać na stanowisku trenera Wisły, bo ileż ich wiedzy się marnuje, gdy robią te wykresy podczas transmisji ligi mistrzów czy eliminacji do euro 2012, które nasi chłopcy już dawno mają wygrane. Niech teraz trochę porysują dla naszych dzielnych reprezentantów.
Na miesiąc przed Euro 2012 to już poważny mecz między państwowy z Wyspami Owczymi, a gdyby nasi wyselekcjonowani po wyczerpujących dwuletnich treningach i sparingowych meczach przegrali zawsze mogę powiedzieć, że są trochę przeciążeni i świeżość wróci na finał Euro 2012, do którego i tak nie dotrą bo przecież jakimś dziwnym zbiegiem niesprzyjających okolicznosci nie wyjdą z grupy.
No i tak minęłyby mi dwa latka trenowania naszych orłów oni byliby zadowoleni z moich metod treningowych i jakże wdzięczni, że zostali wyselekcjonowani z pośród tak ogromnej rzeszy naszych krajowych i zagranicznych kopaczy. Bo oczywiście do reprezentacji wybrałbym tylko chłopaków, którzy nie grają w klubach żeby sobie, choć w reprezentacji trochę piłkę pokopali, ale nie za dużo, bo by się spocili lub nabawili jakiejś kontuzji.
A przed samiuśkim Euro 2012 podałbym się do dymisji argumentując, że już ich wszystkiego nauczyłem i niech inny ich potrenuje na te trzy grupowe mecze na Euro 2012, bo ja teraz też chciałbym trochę porysować w telewizji i się powymądrzać jak moi szacowni poprzednicy trenerzy reprezentacji.