środa, 27 maja 2009
wtorek, 26 maja 2009
euro 2008
21 dni
autorem artykułu jest Dawid Kaczor
MISTRZOWIE:
Hiszpania – po raz pierwszy od kilku lat, wygrała drużyna która była autentycznie najlepsza. Grali pięknie, ofensywnie ale też ich obrona stanowiła ścianę nie do przebicia. Połączyli ofensywny styl Holendrów z żelazną defensywą Włochów. W ich składzie nie było słabego punktu. Na każdej pozycji był gracz na pewnym poziomie, który na ławce miał godnego siebie dublera. Wygrał najlepszy!
FRJERZY:
Czechy - owszem wielu uważa, że Czesi się kończą, że ich reprezentacja sie starzeje a młodzi nie są tak zdolni jak starzy reprezentanci. Dla mnie jednak Czesi to najwięksi frajerzy turnieju. Bo jak nazwać doświadczoną drużynę, która przegrywa decydujący o awansie, wygrany mecz tracąc w końcówce głupie bramki?
FARCIARZE:
Włosi - najpierw dostają w d... od Holendrów, potem fartownie remisują z Rumunią (jakby ktoś zapomniał to przypominam, że w tym meczu Mutu nie strzelił karnego) dopiero na końcu wygrywają z najsłabszą w grupie Francją. Dobrze że w ćwierćfinale trafili na Casilasa, bo jakby nie obronione przez niego karne, pewnie fartowni Włosi wygraliby turniej.
PECHOWCY:
Rumunia - gdyby nie pechowe dla nich losowanie grup, wyszliby z grupy. Ba nawet w tej grupie mieli szanse i to nie małe. Wyniki spotkań innych zespołów grupie były dla nich korzystne, niestety kto wie czy nie decydujący dla nich rzut karny został pechowo zmarnowany przez jednego z największych indywidualnych frajerów tego turnieju.
WOJOWNICY:
Turcja - tu chyba nie ma zaskoczenia, wygrana końcówka z Czechami, wygrana z Chorwacją po dreszczowcu w końcówce, chłopaki grali zawsze do końca i za to należą im się wielkie brawa.
BEZBARWNI:
Austria i Szwajcaria - gospodarze zupełnie nijak się nie wyróżnili na tych mistrzostwach. Nie wygrywali, nie walczyli, nawet ich porażki były jakieś takie bez wyrazu. I choć sędziowie się starali (pozdrowienia dla HowardaJ) to i tak obie drużyny stanowiły tylko tło dla pozostałych.
Grecja – byli już mistrzowie Europy, starali się grać tak jak cztery lata temu. Niestety ( a może stety?) o ile w Portugalii w 2004 roku Otto Rehagel zrobił z niczego COŚ o tyle teraz mając naprawdę kilku dobrych piłkarzy zrobił z nich żenująco słabą drużynę, nie zdolną do niczego, a na pewno nie do atakowania.
PRZEGRANI:
Francja – w tych mistrzostwach byli po prostu żenująco słabi. Drużyna zawiodła na całej linii, nie błyszczały gwiazdy, młodzi nie pokazali swego talentu. To nie ta sama Francja co choćby dwa lata temu w Niemczech. To dużo gorsza Francja.
Portugalia - uważałem, że Portugalia może ten turniej wygrać. W grupie nie zawiedli, choć ostatni mecz wyraźnie olali. Niestety w ćwierćfinale nie była to ta Portugalia jaka być powinna. Zawiódł Ronaldo, zawiodła cała Portugalia. W starciu z Niemcami byli wyraźnie bezradni. I odpadli, choć ambicje mieli zapewnie wielkie.
NIEDOCENIENI:
Holandia – grali pięknie, chyba najpiękniej i najlepiej. Ale jak przyszło co do czego to zawiedli. Ponoć dopadł ich kryzys czwartego meczu, być może tak było, co jednak nie zmienia faktu że zawiedli oczekiwania kibiców, także moje. Teraz jednak nie w porządku byłoby ich niedoceniać, bo mimo że chyba za wcześnie odpadli, to prezentowali się wyśmienicie i mimo wszystko turniej skończył się dla nich za wcześnie.
ZDOLNI:
Chorwacja – najmłodsza z drużyn uczestniczących w Euro, zagrała bardzo dobry turniej. Trochę nieszczęśliwie odpadli, ale jeszcze wiele przed nimi. Są młodzi, bardzo zdolni i mają młodego, charyzmatycznego trenera . Jak dla mnie przyszłość należy do nich!
W NORMIE:
Szwedzi – nie zaskoczyli nikogo, potwierdzili, że Szwecja się kończy. Najlepszym na to dowodem jest już chyba po raz trzeci wracający do reprezentacji Henrik Larson. Byli bez szans z Rosją i Hiszpanią. Z resztą trudno się dziwić, w końcu to pierwsza i trzecia drużyna turnieju.
NOWA SIŁA:
Rosja – drużyna złożona praktycznie z samych piłkarzy rosyjskich zespołów, zagrała bez kompleksów, z pomysłem i dotarła daleko. Na przykładzie Rosji widać jak wiele zależy od trenera. Od jego decyzji kadrowych, od tego jaki wybierze program przygotowań, wreszcie od tego jak ustawi drużynę na turnieju. Rosjanie dostali szanse( a może raczej ją kupili) – trenera który z niezłych piłkarzy potrafi zrobić świetną drużynę. Zaś trener dowiódł, że lepszego specjalisty na świecie nie ma.
NIEMCY:
Niemcy - reprezentacja która zawsze jest groźna. Ograć ją może każdy, przegrać również. Niemcy to niezniszczalny czołg, prawie zawsze rozjeżdżający wszystkich których napotka na swojej drodze. Czasem jednak ten czołg najeżdża na minę. Każda drużyna może być taką miną. Bo Niemcy nigdy nie grają jakiegoś rewelacyjnego futbolu, ale prawie zawsze wygrywają. To prawie zrobiło w tym turnieju różnice dopiero w finale.
Oceniłem 15 drużyn uczestników Euro. 16 drużynę oceńcie sami.
--
Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl
autorem artykułu jest Dawid Kaczor
MISTRZOWIE:
Hiszpania – po raz pierwszy od kilku lat, wygrała drużyna która była autentycznie najlepsza. Grali pięknie, ofensywnie ale też ich obrona stanowiła ścianę nie do przebicia. Połączyli ofensywny styl Holendrów z żelazną defensywą Włochów. W ich składzie nie było słabego punktu. Na każdej pozycji był gracz na pewnym poziomie, który na ławce miał godnego siebie dublera. Wygrał najlepszy!
FRJERZY:
Czechy - owszem wielu uważa, że Czesi się kończą, że ich reprezentacja sie starzeje a młodzi nie są tak zdolni jak starzy reprezentanci. Dla mnie jednak Czesi to najwięksi frajerzy turnieju. Bo jak nazwać doświadczoną drużynę, która przegrywa decydujący o awansie, wygrany mecz tracąc w końcówce głupie bramki?
FARCIARZE:
Włosi - najpierw dostają w d... od Holendrów, potem fartownie remisują z Rumunią (jakby ktoś zapomniał to przypominam, że w tym meczu Mutu nie strzelił karnego) dopiero na końcu wygrywają z najsłabszą w grupie Francją. Dobrze że w ćwierćfinale trafili na Casilasa, bo jakby nie obronione przez niego karne, pewnie fartowni Włosi wygraliby turniej.
PECHOWCY:
Rumunia - gdyby nie pechowe dla nich losowanie grup, wyszliby z grupy. Ba nawet w tej grupie mieli szanse i to nie małe. Wyniki spotkań innych zespołów grupie były dla nich korzystne, niestety kto wie czy nie decydujący dla nich rzut karny został pechowo zmarnowany przez jednego z największych indywidualnych frajerów tego turnieju.
WOJOWNICY:
Turcja - tu chyba nie ma zaskoczenia, wygrana końcówka z Czechami, wygrana z Chorwacją po dreszczowcu w końcówce, chłopaki grali zawsze do końca i za to należą im się wielkie brawa.
BEZBARWNI:
Austria i Szwajcaria - gospodarze zupełnie nijak się nie wyróżnili na tych mistrzostwach. Nie wygrywali, nie walczyli, nawet ich porażki były jakieś takie bez wyrazu. I choć sędziowie się starali (pozdrowienia dla HowardaJ) to i tak obie drużyny stanowiły tylko tło dla pozostałych.
Grecja – byli już mistrzowie Europy, starali się grać tak jak cztery lata temu. Niestety ( a może stety?) o ile w Portugalii w 2004 roku Otto Rehagel zrobił z niczego COŚ o tyle teraz mając naprawdę kilku dobrych piłkarzy zrobił z nich żenująco słabą drużynę, nie zdolną do niczego, a na pewno nie do atakowania.
PRZEGRANI:
Francja – w tych mistrzostwach byli po prostu żenująco słabi. Drużyna zawiodła na całej linii, nie błyszczały gwiazdy, młodzi nie pokazali swego talentu. To nie ta sama Francja co choćby dwa lata temu w Niemczech. To dużo gorsza Francja.
Portugalia - uważałem, że Portugalia może ten turniej wygrać. W grupie nie zawiedli, choć ostatni mecz wyraźnie olali. Niestety w ćwierćfinale nie była to ta Portugalia jaka być powinna. Zawiódł Ronaldo, zawiodła cała Portugalia. W starciu z Niemcami byli wyraźnie bezradni. I odpadli, choć ambicje mieli zapewnie wielkie.
NIEDOCENIENI:
Holandia – grali pięknie, chyba najpiękniej i najlepiej. Ale jak przyszło co do czego to zawiedli. Ponoć dopadł ich kryzys czwartego meczu, być może tak było, co jednak nie zmienia faktu że zawiedli oczekiwania kibiców, także moje. Teraz jednak nie w porządku byłoby ich niedoceniać, bo mimo że chyba za wcześnie odpadli, to prezentowali się wyśmienicie i mimo wszystko turniej skończył się dla nich za wcześnie.
ZDOLNI:
Chorwacja – najmłodsza z drużyn uczestniczących w Euro, zagrała bardzo dobry turniej. Trochę nieszczęśliwie odpadli, ale jeszcze wiele przed nimi. Są młodzi, bardzo zdolni i mają młodego, charyzmatycznego trenera . Jak dla mnie przyszłość należy do nich!
W NORMIE:
Szwedzi – nie zaskoczyli nikogo, potwierdzili, że Szwecja się kończy. Najlepszym na to dowodem jest już chyba po raz trzeci wracający do reprezentacji Henrik Larson. Byli bez szans z Rosją i Hiszpanią. Z resztą trudno się dziwić, w końcu to pierwsza i trzecia drużyna turnieju.
NOWA SIŁA:
Rosja – drużyna złożona praktycznie z samych piłkarzy rosyjskich zespołów, zagrała bez kompleksów, z pomysłem i dotarła daleko. Na przykładzie Rosji widać jak wiele zależy od trenera. Od jego decyzji kadrowych, od tego jaki wybierze program przygotowań, wreszcie od tego jak ustawi drużynę na turnieju. Rosjanie dostali szanse( a może raczej ją kupili) – trenera który z niezłych piłkarzy potrafi zrobić świetną drużynę. Zaś trener dowiódł, że lepszego specjalisty na świecie nie ma.
NIEMCY:
Niemcy - reprezentacja która zawsze jest groźna. Ograć ją może każdy, przegrać również. Niemcy to niezniszczalny czołg, prawie zawsze rozjeżdżający wszystkich których napotka na swojej drodze. Czasem jednak ten czołg najeżdża na minę. Każda drużyna może być taką miną. Bo Niemcy nigdy nie grają jakiegoś rewelacyjnego futbolu, ale prawie zawsze wygrywają. To prawie zrobiło w tym turnieju różnice dopiero w finale.
Oceniłem 15 drużyn uczestników Euro. 16 drużynę oceńcie sami.
--
Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl
Piłka w Peru

© Cano - Fotolia.com
Peruwiański futbol
autorem artykułu jest Ewelina Kitlińska
Mecz piłki nożnej w Peru jest wydarzeniem. Niekoniecznie sportowym i niekoniecznie dobrej jakości. To przede wszystkim wydarzenie rozrywkowe i towarzyskie, dające ludziom pretekst do spotkania się, celebrowania wydarzenia przed nim samym, jak i po nim, niezależnie od wyniku.
W Cuzco, starożytnej stolicy Inków mieliśmy łącznie spędzić kilka dni. Będąc w podróży, w którymś momencie zawsze przychodzi zmęczenie ciągłym przemieszczaniem się z miejsca na miejsce i nieustającymi zmianami. Kiedy dotarliśmy do miasta późnym popołudniem, cieszyliśmy się, że będziemy nocować w jednym miejscu przez więcej niż jedną noc. Po wspięciu się wąską uliczką do niedużego hoteliku i wzięciu prysznica, wszyscy zaczęli robić jak na komendę to, czym dawno już nie można było się zająć – czyli praniem. Niezależnie od tego gdzie się jest, proza życia jest wszędzie taka sama. Po dwóch godzinach od naszego przybycia barierki zewnętrznych schodów wysokiego hoteliku zostały obwieszone dziesiątkami mokrych ciuchów, suszących się w ostrym słońcu. Dopiero po tym zdecydowaliśmy się wyjść do miasta.
Czerwone poparcie
Gdy tylko zebraliśmy się w recepcji, dowiedzieliśmy się, że w Cuzco jest tego dnia wielkie wydarzenie – mecz piłkarski pierwszoligowych drużyn peruwiańskich – ze starożytnej stolicy Inków oraz tej obecnej, współczesnej. Drużyny z Cuzco i Limy miały zmierzyć się na zielonej murawie boiska. Natychmiast znalazł się człowiek, który zaoferował zakupienie dla nas biletów. Oczywiście padło pytanie czy idziemy wszyscy. Nie przepadam za piłką nożną, więc sceptycznie odnosiłam się do tego pomysłu. Ale gdy tylko zobaczyłam, że z naszej dwunastki poszliby wszyscy, prócz mnie, to stwierdziłam, że faktycznie, już drugi raz mogę nie mieć okazji być na takim meczu. Zamówiliśmy więc bilety i mogliśmy spokojnie wyruszyć do centrum, żeby choć rzucić okiem na miasto i coś przekąsić.
Zapadł zmierzch, gdy wróciliśmy do hotelu ubrać się w coś ciepłego. W położonym na wysokości 3300 metrów n.p.m. Cuzco dni są ciepłe lub wręcz upalne, ale nocami jest naprawdę chłodno. Gdy byliśmy gotowi, zapakowaliśmy się do taksówek i pojechaliśmy pod stadion. Im bliżej doń było, tym głośniejsze stawały się odgłosy bębnów oraz gwizdków. Tym więcej ludzi ubranych w czerwone koszulki, czapki, szaliki oraz posiadających inne czerwone rekwizyty świadczące o poparciu dla drużyny gospodarzy. Idąc w stroną stadionu można było zakupić na straganach dowolne rzeczy wyrażające jedność dla piłkarzy z Cuzco. Część z nas natychmiast kupiła coś, co pozwoliłoby pokazać lokalnej ludności, że całym sercem będziemy kibicować potomkom dawnych Inków. Wyposażeni w czerwone koszulki, czapki i gwizdki ruszyliśmy przez tłum kibiców i krążących sprzedawców z jedzeniem, piciem i oczywiście biletami, dla tych, którzy nie pomyśleli o zaopatrzenie się w nie nieco wcześniej.
Dwa żywioły
Gdy weszliśmy na trybuny, wszystko na nich kipiało energią. Podzielone na sektory dla kibiców z Cuzco i przyjezdnych z Limy ubranych z kolei w niebieskie stroje, wyglądały tak, jakby zapanowały na nich dwa przeciwstawne żywioły: ogień i woda. W obu częściach były reprezentacje najbardziej zagorzałych kibiców – skupiających się wokół bębniarzy i innych „instrumentalistów”, a także wokół tych, którzy podpalali na pomarańczowo-czerwono kopcące się race. Tłum falował i podskakiwał w rytm wygrywanych hymnów obu drużyn. Emocje przed nadchodzącym meczem rosły. Gdy zatem na stadion wbiegali zawodnicy, chronieni przez szpaler policyjnych tarcz, tworzących zadaszenie nad głowami piłkarzy, w obu częściach trybun zawrzało. Okrzyki, gwizdy, oklaski i śpiew witały żywo obie drużyny.
Zaczął się mecz i wciąż z niesłabnącą siłą kibice zagrzewali do walki swoich faworytów. My też dmuchaliśmy w swoje gwizdki z entuzjazmem, wzbudzając tym samym sympatię wśród otaczających nas zwolenników drużyny z Cuzco. Na dole, tuż przy płycie boiska, średnio co dziesięć metrów stał z kaskiem na głowie policjant dzierżący w pogotowiu pałkę z tarczą. Wyglądało to groźnie, ale policja w krajach Ameryki Południowej jest dla ludzi i ludzi rozumie. Jeśli więc nikt się między sobą nie bił, ani nic nie demolował, to służby porządkowe pobłażliwie patrzyły na kopcące się smugi płomieni.
Pośród tego wszystkiego chodzili ludzie z wielgachnymi termosami lub blaszanymi czajnikami zawierającymi gorącą, straszliwie przesłodzoną herbatę i niedającą się wypić z tych samych przyczyn kawę z mlekiem oraz gorące wywary na bazie kukurydzy i innych lokalnych specjałów. Krążyli też sprzedawcy kanapek, gotowanej kukurydzy, empanady i słodyczy. Takie duże wydarzenie jakim jest mecz pierwszoligowych drużyn, daje zarobić setkom ludzi.
Bramkarz w połowie boiska
Pierwsza połowa meczu nie była ciekawa. Nie było żadnych akcji ani pod bramkami gospodarzy, ani gości. Kibice jednak uznali przerwę za świetny czas do wyrażenia swojego entuzjazmu i tym goręcej podskakiwali, pogwizdywali i walili w bębny. Gwar ten przycichł nieco, gdy na murawę znów wbiegali piłkarze otoczeni kordonem policji.
Druga połowa meczu była ciekawsza. Nie ze względu na ciekawe rozgrywanie piłki, ale ze względu na dość nietypowe zachowania piłkarzy. Na początku zastanawialiśmy się, czemu tak kiepsko grają. Potem już zwyczajnie śmialiśmy się, gdy bramkarz gospodarzy wybiegał do połowy, albo nawet za połowę boiska, chcąc wykopać piłkę lub ją zawczasu złapać. Byliśmy zażenowani taką jakością gry. Na początku nie okazywaliśmy tego, aby nikt z kibiców nie zauważył, że nie podoba nam się rozgrywka. Ale potem coraz częściej sami Peruwiańczycy okazywali niezadowolenie, gdy świetnie rozpoczęta akcja miała koniec taki, jak w komedii, jak gdyby gra nie toczyła się naprawdę, ale była sceną rodem z filmu Monty Pythona. Krytyczne komentarze oraz jęki niezadowolenia i zawodu stawały się coraz częstsze i głośniejsze.
Mecz zakończył się wynikiem zero do zera. Opuszczaliśmy trybuny nieco rozgoryczeni, że „nasza” drużyna nie wygrała (ukrycie kibicowałam Limie, bo grali zdecydowanie lepiej niż Cuzco), ale za to bogatsi o wiedzę, że polska piłka nożna w porównaniu z peruwiańską, ma się całkiem dobrze.
Za to dla Peruwiańczyków mecz był świetnym pretekstem do całonocnej imprezy, spotkania ze znajomymi i podrygiwania w rytm bębnów.
Źródło: kafeteria.pl, kwiecień 2008
--
Ewelina Kitlińska, Podróżniczka
galerie zdjęć do tekstu na:
www.kitlinska.pl
Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl
niedziela, 24 maja 2009
Finisz ekstraklasy 2009

© Sergey Galushko - Fotolia.com
Mecze ostatniej kolejki jeszcze nie rozstrzygnęły tytułu mistrza i niewiadomo kto spadnie z ekstraklasy. Niewatpliwie najbardziej emocjonujący mecze to Lech - Polonia 3:3, i Wisła - Lechia 4:2. Lech tym remisem najprawdopodobniej zaprzepacil zdobycie mistrzostwa a Wisla się niewatpliwie przyblizyla do tytulu. jestem ciekaw czy z ligi spadnie Crakowia i Górnik Zabrze? Osobscie obie te drużyny są mi bliskie i zadnej nie chcialbym zyczyć spadku. Ale jak bedzie rozstrzygnie ostatnia kolejka.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

